piątek, 5 lutego 2016

To jeszcze nie wiosna

     Pomieszanie z poplątaniem mamy z tą pogodą. Raz zimno, raz ciepło, świeci słońce, a za chwilę śniegiem prószy. Nie wiadomo co na siebie włożyć, ciepłą kurtkę, a może lżejszy płaszcz? Bardziej mi to przypomina kwiecień, a niżeli luty. Pogoda nie tylko mnie wprowadza w błąd. W rabacie pod oknem tulipany rosną jak szalone. Już dobre dziesięć centymetrów mają. Wolałabym, żeby spokojnie pod ziemią jeszcze siedziały. Nie to, żebym nie tęskniła za kwiatami. Oczywiście, że mi ich brak. Przynoszę więc co rusz kolejne cebulowe i naręcza tulipanów. Cieszę się widokiem tej soczystej zieleni i choć wiem, że do prawdziwej wiosny jeszcze daleko wystarcza mi jej mała namiastka w czterech ścianach mojego domu. Aby i Wam umilić chwile podsyłam zdjęcia z moją prywatną wiosną.













poniedziałek, 18 stycznia 2016

Dwanaście świeczek

      Kolejny rok, kolejny styczeń i właśnie w tym miesiącu moja córka obchodzi swoje urodziny. Czas biegnie nieubłaganie, a ja układając świeczki na torcie zastanawiam się kiedy minęło dwanaście lat. Nie ma już śladu po małej dziewczynce, nikt już nie przebiera lalek. Miejsce pluszaków na szafce zajęło lusterko i koszyk z kosmetykami. Zapach perfum unosi się w łazience i tylko ulubione figurki koników pozwalają jeszcze na chwilę zatrzymać tą dziewczynę w dziecięcym świecie.
Z racji tego, że rozpoczęły się u nas ferie przyjęcie urodzinowe dla koleżanek z klasy odbyło się nieco wcześniej niż rzeczywista data urodzin. Tematem przewodnim były oczywiście konie. Zadbałyśmy o dekoracje i nawet tata z bratem pomogli zbijając ściankę, na której namalowałam konia. Proszę nie śmiejcie się, zdolności do rysowania nie mam więc daleko mu do ideału. Ścianka posłużyła jako tło dla słodkiego bufetu. Hitem imprezy okazały się pianki umoczone w białej czekoladzie i udekorowane słodką posypką. Muszę przyznać, że tort też wyszedł mi pyszny, ale w to musicie uwierzyć na słowo. To co, zapraszam na urodziny...



















czwartek, 24 grudnia 2015

Magia świątecznego drzewka

   
     Kiedy byłam mała w domu dziadków, u których mieszkaliśmy, na Święta zawsze była żywa choinka. Ubrana w anielskie włosy, kolorowe bombki z różnych kompletów i cukierki sople była jak wyjęta prosto z najpiękniejszej bajki. Z czasem żywe drzewko zastąpiliśmy jak miliony polaków piękną sztuczną choinką z trudno zdobytym łańcuchem kolorowych światełek wygrywających świąteczne melodie. Ach co to było za cudo. A teraz po latach znów wracamy do natury. W moim domu stoi choinka pachnąca lasem, ubrana w idealnie dobrane bombki, ozdoby zrobione własnoręcznie i światełka przypominające świeczki. Jest wprost idealna.
Co to za magia, że każdego roku od tylu już lat kolejne drzewko wydaje się być najpiękniejsze? Co sprawia, że patrząc na nie czujemy w sercu dziecięcą radość ? Czy będzie tak też za rok, za dziesięć ? Czy ktoś to wie...

     Życzę Wam cudownych Świąt. Wielu radosnych, rodzinnych chwil, ciepła płynącego z dobroci serc ludzkich i takich momentów, które po latach miło będzie wspominać.

                                                                                                 Beti







wtorek, 24 listopada 2015

Kalendarz adwentowy i oczekiwanie.

     Zbliża się grudzień, a z nim najmilszy czas w roku. Choć na zewnątrz coraz chłodniej to w sercach temperatura wciąż rośnie. Jak ja się cieszę na te chwile kiedy dom wypełnią dźwięki kolęd. Na wspólne pieczenie pierników i ścieranie mącznych łapek z kuchennych szafek. Na dekorowanie ciasteczek i oblizywanie palców ze słodkiego lukru. Na ubieranie ogrodowych drzewek najlepiej w śniegu i mrozie. Na wspólne wieczory przy herbacie i kominku. Na pakowanie pod osłoną nocy wymarzonych prezentów. Na przystrajanie każdego kąta świątecznymi akcentami. No i wreszcie na pachnącą lasem choinkę.
Już tak blisko do tych wszystkich radości. Za niecały tydzień rozpocznie się wielkie odliczanie. Pomoże w tym oczywiście kalendarz adwentowy. To już tradycja nie tylko w naszym domu. Moje dzieci już czekają na rozpakowywanie tych drobnych upominków. I nie ważne co tak naprawdę jest w środku, ale o te emocje, które towarzyszą całemu przedsięwzięciu.
W tym roku kalendarz adwentowy przybrał nieco inną formę niż zwykle. Poprzednie charakteryzowały się tym, że paczuszki były zawieszone na gałęzi. Możecie zobaczyć je tu i tu . Tym razem do zrobienia kalendarza wykorzystałam starą półeczkę na zabawki z kinder niespodzianek, w której są dokładnie dwadzieścia cztery okienka. Przemalowałam ją na biało, a w przegródki poukładałam wyjątkowo skrupulatnie zapakowane drobiazgi. Wiadomo, że największa frajda jest w rozpakowywaniu :).
     A czy Wasze kalendarze już gotowe ?










sobota, 14 listopada 2015

Witaminki, witaminki...

     Witajcie.
Hmm, po takiej przerwie nie wiem jak zacząć. Właściwie to jestem całkiem dobra w takim znikaniu na dłużej, więc nie powinny sprawiać mi problemu nagłe powroty, a jednak...  Może zacznę od tego, że losy bloga stały pod znakiem zapytania. Najzwyczajniej w świecie głupio mi było, że zaniedbuję to miejsce. Zegar zasuwał do przodu, a ja ani chęci, ani czasu nie miałam, żeby skrobnąć choć kilka słów. Żal mi jednak było ot tak porzucić te moje pamiętnikowe strony. W końcu tyle serca i pracy tu włożyłam. Myślałam też o Was i tych wszystkich komentarzach, które dają tyle radości i wielokrotnie umacniają wiarę we własne możliwości. Ostatnio zajrzałam na statystyki bloga i byłam w szoku, że mimo tak znikomej mojej aktywności Wy wciąż do mnie wpadacie. Należą się Wam wielkie podziękowania.
 Wszystkie te okoliczności sprawiły, że postanowiłam tu zostać. Co więcej nie będę się przejmować dłuższymi nieobecnościami. Wychodzę z założenia, że gdy będzie temat, okazja i czas chętnie podzielę się z Wami moimi małymi radościami.
     Przejdźmy teraz do właściwego tematu. Ostatnio w moje ręce wpadła książka Jerzego Zięby "Ukryte Terapie". Całej jeszcze nie przeczytałam, ale już jestem pod wrażeniem zawartych w niej informacji. Od dłuższego czasu wprowadzam do domu zdrowe zasady żywienia. Bardziej świadomie robię zakupy i staram się wybierać najlepszej jakości produkty. Medycynę konwencjonalną coraz częściej zastępuję chińską, wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Książka, a właściwie jej wstęp potwierdziła moje zdanie, o lekach i szczepionkach. Autor podkreśla jak ważny jest nasz układ odpornościowy, który nie może prawidłowo funkcjonować gdy ma niedobory witamin. Chodzi tu głównie o witaminę D i C. Nie będę rozpisywać się więcej w tym temacie. Każdy po książkę może sięgnąć i wyrobić sobie własne zdanie. Ja wciąż nad swoim pracuję i zgłębiam wiedzę o interesujących mnie zagadnieniach w różnych źródłach, bo do zdrowia należy podchodzić mądrze. Ślepa wiara może być zgubna. Wiem jednak, że witaminy to podstawa. Oczywiście najlepsze są te naturalne. Dbam więc o to, by o tej porze roku było ich w naszej diecie jak najwięcej.
     Idealnym źródłem witaminy C jest dzika róża. Mój tato zebrał jej dla mnie sporą ilość, a ja spędzając przy tym kilka ładnych godzin usuwałam z niej pestki. Wysuszone owoce trafiły do słoika. Teraz codziennie robię z nich zdrową herbatę, dosładzając naturalnym miodem.
Jesień wciąż jest taka piękna, więc wczorajszą herbatkę popijałam w ogrodzie. Wystawiałam twarz do słońca, by złapać jeszcze choć trochę witaminy D. Oczywiście wszystko musiałam uwiecznić na zdjęciach.











     Na koniec jeszcze jedna informacja. Zauważyłam właśnie, że to mój setny post. Chyba muszę sobie pogratulować hihihi. 
          Pozdrawiam Was moje wierne czytelniczki i życzę pięknego weekendu. Nie wiem kiedy znowu się pojawię, ale obiecuję zrobię to na pewno :)))

                                             Beti


czwartek, 24 września 2015

Przyszła jesień

     Ukradkiem, po cichutku, ciągnąc za sobą chłodne poranki przyszła jesień. W ogrodzie rozsypała kolorowe liście, a jarzębinę zabarwiła na czerwono...
Do tego krajobrazu mój taras w odcieniach lata ni jak nie pasował. We wczorajszym ciepłym, popołudniowym słońcu bawiłam się więc kolorami jesieni, zmieniając nasz wypoczynkowy zakątek. Wrzosy, dynie, szyszki i iglaki zajęły miejsca na półkach konsoli, a na leżaku zagościł ciepły pled. Gdy schowało się słońce klimat zrobiły słoikowe lampiony. Miałam ochotę usiąść na chwilkę i w takiej scenerii poczytać książkę jednak pewne sprawy odebrały mi tą przyjemność. Mam jednak nadzieję, że tegoroczna jesień będzie naprawdę piękna i jeszcze nieraz pozwoli mi na taki relaks. A może dziś się uda? Tego i Wam życzę :))